sobota, 26 września 2015

"Więzień labiryntu" - James Dashner


     Długo zbierałam się do przeczytania tej książki. Od iks czasu leżała na półce, pożyczona od przyjaciółki. W końcu wypadałoby ją oddać, prawda? I to w sumie był główny powód, że po nią sięgnęłam.
    Chyba już wszyscy kojarzą książkę "Więzień labiryntu", zwłaszcza jak jej adaptacja trafiła na ekrany kin. I przyznam się, że ja najpierw obejrzałam film, chociaż miałam w planach i książkę. No ale stało się jak stało. Na szczęście ekranizacja nie zniechęciła mnie do sięgnięcia po powieść.
     Thomas budzi się nagle w dziwnym pomieszczeniu. Niczego nie pamięta - jak tam się znalazł, kim jest- w ogóle nie pamięta nic ze swojej przeszłości, oprócz imienia. Nagle pomieszczenie zaczyna wędrować w górę. Potem otwierają się wielkie wrota. Patrzy na niego kilkadziesiąt nieznanych mu twarzy. Sami chłopcy. Młodzi chłopcy. 
   Po wyciągnięciu z pudła, Thomas widzi, że znajduje się w dziwnym miejscu. Pole ogrodzone wysokim murem. Nagle do niego dociera straszna prawda. To labirynt....
    Tak zaczyna się powieść. Od samego początku jest dziwnie i przerażająco zarazem. A im dalej czytamy, tym jest jeszcze gorzej. Dla Streferów. Dla czytelnika wręcz przeciwnie - akcja mknie, wydarzenia następują jedno po drugim, ciągnąc nas za sobą coraz dalej i dalej. Kolejne tajemnice, kolejne niedopowiedzenia. Udziela nam się strach bohaterów. Ich niepewność i beznadzieja. I tak do samego końca....
     Co tu dużo pisać, książka jest świetna. Jest wielowątkowa, klimatyczna, tajemnicza. Trzyma w napięciu do samego końca. Autor powoli i konsekwentnie buduje napięcie, płynnie lawiruje między jedną tajemnicą a drugą coraz bardziej zaskakując czytelnika. Wydarzenia, dziejące się w książce pozornie nie mają nic ze sobą wspólnego, jednak na koniec wszystko układa się w jedną całość. 
        Sam pomysł na fabułę książki jest oryginalny i niespotykany dotychczas w literaturze.  Mimo tych samych zalet, przyznam się, że na początku nie mogłam się zdecydować, co myślę o tej powieści. Dopiero im bardziej się zagłębiałam, tym bardziej akcja mnie pochłaniała. Potem już było tylko lepiej.
     Trzeba przyznać, że James Dashner ma talent. Potrafi budować napięcie, świetnie pisze i co najważniejsze, bohaterowie wykreowani przez niego mają oryginalne osobowości, zapadające w pamięć. Zwłaszcza starzy Streferzy. Postacie, które mnie najbardziej za interesowały to Minho, Newt i Gally. Chętnie poznam dalsze losy tych dwóch pierwszych. Gally jako czarny charakter był idealny. Nie chcę zbyt dużo powiedzieć, aby nie spoilerować, ale naprawdę ciekawiło mnie to, co się działo w jego głowie. Za to Teresa działała mi na nerwy. Nie wiem dlaczego, ale jakoś jej postać nie bardzo mi tam pasuje. I to nie dlatego, że była jedyną dziewczyną. Coś mi w niej nie gra. 
      Na koniec trzeba napisać, co mi się nie podobało. A mianowicie język, jakim posługiwali się Streferzy. "Klump", "o purwa!" i inne tego typu zwroty wywoływały u mnie śmiech. Dziwne to było i nie bardzo mi to pasowało, ale widocznie taką miał autor wizję ;-).
    "Więzień labiryntu" to powieść o próbie przetrwania w ekstramalnych warunkach, przyjaźni i woli życia. Jest to świetna lektura, do której gorąco wszystkich zachęcam, zwłaszcza tych, którzy uwielbiają powieści dystopijne. Mam wrażenie, że jest to jedna z najlepszych tego typu powieści w  literaturze. 

"Znajdź wyjście albo giń!"


Tytuł: "Więzień labiryntu"
Autor: James Dashner
Wydawca: Papierowy Księżyc
Rok: 2014
Ocena:  9/10

6 komentarze:

amp H on 26 września 2015 10:58 pisze...

Zawsze w takim przypadku mam dylemat - mnóstwo osób na jakiejś powieści psy wiesza, ale i tak trafię na jakiś odsetek dobrych opinii. Weź tu człowieku bądź mądry i zdecyduj czy brać się za daną książkę czy nie. :P

Wioleta Sadowska (awiola) on 26 września 2015 12:06 pisze...

Dawno już nie czytałam żadnej dystopii, więc z chęcią się skuszę.

Patty on 26 września 2015 12:29 pisze...

Dałam jej taką samą ocenę, zachwycił mnie i styl pisania autora, i historia... po prostu się zakochałam! Jednak kolejne części są tylko gorsze, więc nie spodziewaj się po nich ogromnych fajerwerków - no chyba, że tylko ja odniosłam w stosunku do nich tak negatywne wrażenie. Jeśli chcesz, możesz przeczytać recenzje trylogii na moim blogu :)
Pozdrawiam!

brak pomysłu on 26 września 2015 15:47 pisze...

Jakoś nie mogę się przekonać by po nią sięgnąć. :o

Agnieszka z Niebieskiego Stoliczka on 27 października 2015 20:14 pisze...

Przeczytałam, bardzo ciekawa książka.Szkoda, że kolejne tomy nie są już tak dobre.

Katrina on 24 listopada 2015 10:40 pisze...

Nie czytałam książki, ale widziałam filmy. I całkiem mi się podobały :)

Prześlij komentarz

Jeśli już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. :-)

 

Copyright © 2008 Green Scrapbook Diary Designed by SimplyWP | Made free by Scrapbooking Software | Bloggerized by Ipiet Notez