Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Novae Res. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Novae Res. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 listopada 2015

PRZED PREMIERĄ "Wydział" - Miłosław Czarnecki


      Dziś przedstawię Wam przedpremierową recenzję książki "Wydział" Miłosława Czarneckiego wydaną przez Wydawnictwo Novae Res. Zapraszam do lektury.
      "Wydział" to nie jest powieść, to nie jest też zwykła książka. "Wydział" to zbiór 26 opowiadań oficerów wydziału jednej z komend wojewódzkich policji. Są to relacje ze śledztw, prowadzonych przez ostatnie 30 lat. Głównie dotyczą one zabójstw. Jako że są one oparte na faktach, brak w nich szczegółowych danych, dotyczących czasu, miejsca i osób, które w nich brały udział.
   Książka "Wydział" podzielona jest na dwie części - pierwsza składa się ze wspomnianych 26 opowiadań, druga to wywiad z autorem. Z tyłu okładki napisano, że gatunek to kryminał. Z tym bym trochę polemizowała. Bardziej mi to pasuje do literatury faktu, bądź reportażu.
     Przejdźmy teraz do samej treści. Opowiadania czyta się szybko. Wciągają czytelnika od samego początku. Oczywiście jeśli ktoś się interesuje taką tematyką. Niektóre z historii mogą zszokować swoją drastycznością i brutalnością, przy innych zastanawiałam się, jaki jest sens ich obecności w tej książce. Niezbyt mi pasowały do całości. Ale całość skłania do refleksji nad tym, jak to możliwe, że ktoś może być zdolny do takiej zbrodni, ile zła może być w człowieku. Na mnie największe wrażenie wywarło opowiadanie o dziewczynce. Więcej nie zdradzę, ale reszty możecie się domyślić.
      Druga kwestia, na którą warto zwrócić uwagę, czytając "Wydział" to praca policjantów, ich podejście i zaangażowanie do śledztwa. Widać, że los ofiar nie jest im obojętny. Robią wszystko, aby wyjaśnić sprawę, poświęcając na to czas, który mogliby spędzić z rodziną. Jakże ten obraz policjanta jest inny, niż ten, który króluje w mediach czy myśląc stereotypowo o stróżach prawa.
        "Wydział" Miłosława Czarneckiego to bardzo interesująca lektura, przedstawiająca pracę policjantów, ich zaangażowanie w śledztwo i podążanie śladem zabójcy. Książka pokazuje, że nie jest to łatwa praca. Wymaga ona stalowych nerwów i odporności na widziane okropności. Ja, czytając "Wydział" ciągle nie mogłam zrozumieć, jak człowiek może się posunąć do zabicia innego człowieka i co nim wtedy kierowało. Chyba nigdy tego nie pojmę. 
   Pozycja obowiązkowa dla fanów literatury faktu i reportażu.

Tytuł: "Wydział"
Autor: Miłosław Czarnecki
Wydawca: Novae Res
Rok: 2015
Ocena:  Brak
Wydział [Miłosław  Czarnecki]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res


wtorek, 11 lutego 2014

"Chiny? Dlaczego nie.." - Anna i Katarzyna Karpa


       Jakoś nigdy nie przepadałam za literaturą podróżniczą, jednak ostatnim czasem trochę się to zmieniło. Zaczęłam coraz częściej sięgać po opisy wypraw różnych ludzi. Zwłaszcza tych, którzy podróżowali po krajach Dalekiego Wschodu. A relacja pań Anny i Katarzyny Karpa jest już kolejną pozycją, która wpadła w moje ręce i dotyczy Chin. I zapewne nie jest to ostatnią.

      Anna i Katarzyna Karpa to matka i córka. Postanawiają przerwać rutynę w swoim życiu i poznać trochę świata. Padło na odległe i dosyć egzotyczne Chiny. Nawet im przez myśl nie przeszło zorganizować sobie wyprawę przez biuro podróży. Bo co to za frajda w pośpiechu zwiedzać atrakcyjne miejsca, przy których nawet nie można zatrzymać się na dłuższą chwilę. I tak przy pomocy przewodników, portalu couchsurfing wyruszyły do nieznanego kraju, którego języka w życiu nie słyszały. Ale jakoś to będzie, prawda?

   Chylę czoła przed odwagą tych pań. Ja chyba nie zdecydowałabym się na tak szaloną podróż do totalnie obcego kraju bez znajomości języka. Ale jak widać tak się da! Wystarczy odrobina wyobraźni i zdecydowania. Pani Anna i Katarzyna nie raz trafiały na barierę językową, która mogła zniweczyć ich wszystkie plany i doprowadzić do paniki. Ale metodą prób i błędów oraz swoim uporem osiągnęły to co chciały.

    Mimo szczerego podziwu dla pań, niestety nie mogę napisać samych superlatyw o książce "Chiny? Dlaczego nie...". Zabrakło mi w niej tego "czegoś", co sprawia, że takie lektury wręcz się pochłania. Chwilami miałam wrażenie, że czytam jakąś bezosobową relację w przewodniku. Być może odbieram to w ten sposób, ponieważ autorki zbytnio nie zagłębiają się w opisywanie kultury, z którą mają styczność. Chińczycy są swego rodzaju tłem dla przygód, jakie spotykały Annę i Katarzynę Karpę. Mimo tego, książkę czyta się dość przyjemnie, aczkolwiek nie sięgnę po nią jeszcze raz.

     Mimo pewnych uwag z mojej strony, myślę że po "Chiny? Dlaczego nie.." warto sięgnąć nawet tylko po to, żeby przekonać się iż można sobie poradzić w totalnie obcym kraju nie znając żadnego słowa ojczystego języka. To mi naprawdę zaimponowało. Przyjemność z czytania będą miały także osoby, które jeszcze nie miały żadnej styczności z książkami opowiadającymi o tym egzotycznym kraju. Natomiast reszta czytelników może być lekko zawiedziona.


Tytuł: "Chiny? Dlaczego nie..."
Autor: Agnieszka i Katarzyna Karpa
Wydawca: Novae Res
Rok: 2014
Ocena:  6/10
Chiny? Dlaczego nie... [Anna Karpa, Katarzyna Karpa]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res

sobota, 11 stycznia 2014

"Przebudzenia doktora Sørena" - Magdalena Kempna


       Czas na pierwszą recenzję w Nowym Roku. Ostatnio nie mam weny do pisania, ale do czytania owszem. Może to zmęczenie materiału daje o sobie znać. Wybaczcie marazm na blogu. Postaram się poprawić. A teraz czas na recenzję.

     Książka Magdaleny Kepmnej została nagrodzona w konkursie  Literacki Debiut Roku, organizowanym przez wydawnictwo Novae Res. Zaserwowała nam powieść fantasy, która zawiera w sobie elementy kryminału. Muszę powiedzieć, że to dość ciekawe połączenie.

    Akcja powieści rozgrywa się w pałacu Nort. Rządzi tam król Linnamen, który słynie z tego, że jego ulubionym zajęciem jest rozwiązywanie kryminalnych zagadek. Tym razem przyjdzie mu zmierzyć się z tajemnicą, która może kosztować go życie. Dzięki swojemu nadwornemu lekarzowi, Sorenowi, wie, że ktoś czyha na jego życie. Doktor Soren nie jest zwykłym człowiekiem - jest Innym - półwampirem. Stąd posiada pewne umiejętności, które w tym przypadku pomagają mu ochronić króla przed zamachem. Na dodatek na jaw wychodzą sprawy rodzinne, dotyczące śmierci matki króla.

     "Przebudzenia..." naprawdę mnie wciągnęły. Połączenie powieści fantasy z kryminałem było naprawdę ciekawym posunięciem. Z zainteresowaniem śledziłam poczynania doktora Sorena i króla Linnamena. Po jakimś czasie zorientowałam się, kto czyha na życie władcy Nort. Jednak na początku miałam więcej podejrzanych. W każdym razie spędziłam przyjemnie czas czytając "Przebudzenia..".

    Magdalena Kempna przedstawia nam kulisy władzy i zawiłe intrygi, które mają sprawić, że królestwo Nort stanie się jeszcze potężniejszym. Jednak ze swoimi zacofanymi poglądami i traktowaniem Innych ciągle pozostają w tyle za wspaniałym i nie ograniczonym Ingmarem. Ale tak naprawdę kim są Ci Inni? Już wiemy, że do tego "gatunku" należą wampiry. Ale oprócz nich w królestwie Nort żyją jeszcze wilkołaki. Mimo, że król Linnamen próbuje zetrzeć złe wrażenie po swoim poprzedniku rządzącym poprzez zachęcanie Innych do ujawnienia się, jednak większość nadal obawia się prześladowań.

     "Przebudzenia doktora Sorena" to powieść, w której roi się od intryg, spisków, dążenia do władzy, walki z zacofaniem społeczeństwa. Na uwagę zasługują także postacie króla Linnamena, doktora Sorena i jego podwładnego Fila. Wiele wątków w powieści nie zostało wyjaśnionych. Chciałabym dowiedzieć się co się będzie dalej działo. Mam nadzieję, że Magdalena Kempna nie poprzestanie na tej jednej powieści.

Polecam. 


Tytuł: "Przebudzenia doktora Sørena"
Autor: Magdalena Kempna
Wydawca: Novae Res
Rok: 2013
Ocena:  7/10
Przebudzenia doktora Sørena [Magdalena Kempna]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res

czwartek, 12 grudnia 2013

"Damsko-męski przewodnik po Wrocławiu" - Jagienka Świetlik - Prus, Maciej Molczyk


        Jagienka Świetlik -Prus i Maciej Molczyk są przewodnikami po moim ukochanym mieście Wrocławiu. Nie wiem, jak to się stało, że wpadli na pomysł napisania takiej specyficznej wersji przewodnika, ale mnie osobiście on przypadł bardzo, ale to bardzo, do gustu. 

      "Damsko-męski..." to nie jest zwykły przewodnik, jakich wiele na rynku. To jest zupełnie nowe podejście do "oprowadzania" czytelnika po różnych ciekawych miejscach w mieście, w tym przypadku we Wrocławiu. Oprócz tego otrzymujemy różne ciekawostki i legendy związane z danym obszarem. Dzięki pani Jagience i panu Maciejowi na nowo odkrywamy najciekawsze rzeczy w mieście, ukazane z punktu widzenia kobiety i mężczyzny, a jak wiemy, te dwa punkty czasem są zupełnie różne i na inne aspekty zwracają uwagę.


        Co może powstać, kiedy dwoje pasjonatów weźmie się za stworzenie czegoś co ściśle wiąże się z ich miłością? Ano arcydzieło! I tak jest w przypadku "Damsko-męskiego...". Na coś takiego od zawsze czekałam. Z racji mojego zawodu i zainteresowań często sięgam po przewodniki. W większości z nich dostaję suche fakty na temat danego miejsca. W tym przypadku ta pozycja jest dla mnie prawie idealna.

     Przewodnik podzielony jest na kilka części. Każda z nich dotyczy innego zakątka Wrocławia. Dowiadujemy się wiele ciekawych rzeczy o miejscach, które myślę każdy wrocławianin dobrze zna jak Rynek, Ostrów Tumski, Wyspa Słodowa. Ale są także obszary nieznane, przynajmniej mnie, jak na przykład zapomniane Wzgórze Partyzantów czy Dzielnica Tolerancji. Co prawda tę drugą często odwiedzałam, ale nie miałam pojęcia, że tak się na nią mówi.

         Maciej Molczyk i Jagienka Świetlik - Prus opowiadają historię o Wrocławiu, jakiej jeszcze nie znamy. Ukazują nam zupełnie inne spojrzenie na miejsca, które większość z nas zna. Zabierają nas w niezwykłą wycieczkę po Wrocławiu. Czytając o tych niezwykłych zakątkach Wrocławia, stawały mi one jak żywe przed oczami. Aż zapragnęłam ponownie pojechać do stolicy Dolnego Śląska i ruszyć śladem pani Jagienki i pana Macieja.

     Jedyne do czego mogę się w tym przewodniku doczepić to brak jakiejkolwiek mapy. Szkoda, wtedy myślę, że byłaby to pozycja, po którą powinien sięgnąć każdy, kto wybiera się do Wrocławia. Oprócz ciekawych historii, legend związanych z miejscami, w przewodniku pojawiają się wywiady z niezwykłymi ludźmi, którzy są związani z Wrocławiem. To nie są żadni celebryci, ale osoby, które kochają to miasto. Oczywiście nie mogło zabraknąć przepięknych zdjęć. Muszę przyznać, że zrobiły na mnie wielkie wrażenie i na pewno idealnie oddają klimat tego miasta.

   "Damsko-męski przewodnik po Wrocławiu" to mimo wszystko obowiązkowa lektura dla wszystkich wrocławian i osób, które się wybierają do tego pięknego miasta. Dostaniecie niezwykłe historie, które pomogą wam poznać jedno z najpiękniejszych miast w Polsce. Polecam gorąco!


Tytuł: "Damsko-męski przewodnik po Wrocławiu"
Autor: Jagienka Świetlik - Prus, Maciej Molczyk
Wydawca: Novae Res
Rok: 2013
Ocena:  9/10 (Byłaby 10 gdyby nie brak mapy :))



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res


środa, 27 listopada 2013

"Dziedzice krwi" - Mateusz Sękowski


         Dziś na mój stół recenzyjny trafia książka "Dziedzice krwi" Mateusza Sękowskiego. Próbowałam wyguglać jakiekolwiek informacje o tym panu, ale się nie udało. Żadnej wzmianki kim jest pan Mateusz. Wnioskuję tylko, że jest to jego debiut literacki.

         Aerdin Veske jest ćwierćelfem - jego matka była półelfką a ojciec człowiekiem. Dzięki takiej mieszance krwi mężczyzna należy do długowiecznych. Kiedy był mały nieznani zbójcy napadli jego dom i zabili jego rodziców. Aerdinowi udało się wyjść cało. Poprzysiągł zemstę na tych, którzy pozbawili go rodziny.

        W swojej wędrówce po świecie w poszukiwaniu zabójców swojej rodziny, Aerdin zyskuje sobie wielu niezwykłych przyjaciół. Mężczyzna, którego nazywają Nieznajomym dostarcza wielu ważnych informacji ćwierćelfowi. Krasnoludy i elfka Varya pomagają mu w walce z zarządcą Wisielczych Marnot. Oprócz tego nasz bohater dołącza do Czarnych Słońc - armii najemników. Podczas swoich poszukiwań dociera do niego, że wszystko co się dzieje, ma związek z pewną tajemnicą, którą chcą wszyscy odkryć...

      Szczerze powiem, że trudno mi było w miarę jasno opowiedzieć o czym jest książka "Dziedzice krwi" Liczba przygód, jakie spotykają Aerdina może doprowadzić do zawrotów głowy. Akcja mknie do przodu już od pierwszych stron. Bardzo dużo się dzieje na kartach powieści, ale mimo wszystko czytelnik nie czuje się jakoś mocno przytłoczony. Język jest jasny i przystępny, mimo że autor starał się pisać starodawną polszczyzną. Nie przeszkadzało to w odbiorze powieści.

      Drugim bardzo pozytywnym elementem w powieści były postacie. Oryginalne, z charakterem, dobrze zarysowane. No, może sam Aerdin był dla mnie zbyt idealny. Praktycznie zero wad. Chodzący ideał. No ale to może dlatego, że ma w sobie elfią krew? ;) Za to do gustu bardzo przypadły mi krasnoludy. Twarde chłopy, dosyć narwane, nie stroniące od kieliszka. Fajnie się czytało ich dialogi. Chwilami nawet parskałam śmiechem.

     "Dziedzice krwi" Mateusza Sękowskiego to przyjemna powieść na te jesienne wieczory. Pozwala nam się przenieść w inny świat elfów, krasnoludów, zabójców, goblinów. Może nie jest to jakaś wzniosła literatura fantastyczna, niemniej polecam. Przyjemna lektura.



Tytuł: "Dziedzice krwi"
Autor: Mateusz Sękowski
Wydawca: Novae Res
Rok: 2013
Ocena:  6/10
Dziedzice krwi [Mateusz Sękowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res


poniedziałek, 18 listopada 2013

"Obrońca nocy" - Agnieszka - Lingas Łoniewska


     O Agnieszce Lingas- Łoniewskiej i jej książkach naczytałam się wiele dobrego. Także o pozycji, którą właśnie będę recenzować. Na portalu Lubimyczytać.pl "Obrońca nocy" zbiera same dobre opinie. No cóż, chyba moja ocena będzie pierwszą negatywną

     Melisa Mallory jest dość znaną dziennikarką. Właśnie pracuje nad nowym artykułem o niebezpiecznym narkotyku o nazwie ToxicCristal. Za jego sprawą młodzi ludzie popełniają samobójstwa. Praca nad tą sprawą nie jest dla kobiety bezpieczna. Wszystko było w porządku do czasu aż gazetę, w której pracuje przejął znany biznesmen James Maseratti. Odebrał Melisie temat. Jednak dziennikarka wcale tak łatwo nie odpuszcza i nadal pracuje nad artykułem wbrew decyzji przełożonego. 



        Relacje między szefem a dziennikarką się zaostrzają. Mimo tego, para zaczyna do siebie coś czuć. Jednak jest jeszcze ten trzeci. Nazywany wśród mieszkańców miasta Nocnym Łowcą, pojawia się tam, gdzie dzieją się złe rzeczy. I któregoś razu ratuję Mel z opresji. Pomaga dziennikarce rozwikłać sprawę narkotyku. Kobieta czuje do niego dziwne przyciąganie. Którego wybierze?

         Spodziewałam się czegoś zdecydowanie lepszego. Wiedziałam, że to jest powieść dla kobiet. Liczyłam się z tym, że będzie romans. Ale też miał być wątek fantasy. No i był, ale jakby się człowiek mocniej nie skupił, to przeleciałby strony, gdzie coś tam "fantastycznego" i nawet nie zwrócił na nie uwagi. Byłam zaskoczona. Negatywnie.

          W "Obrońcy nocy"  na pierwszy plan wybija się oczywiście romans Melisy i Jamesa, ich wspaniałe uniesienia i ochy, achy jak on  ją kocha, a ona jego. I to jeszcze po włosku! Owszem, był wątek kryminalny. Ale przy wielkiej miłości dziennikarki i szefa gazety wszystko inne schodzi na odległy, bardzo odległy plan. Ja naprawdę wszystko rozumiem - musi być romans, ale kurde nie przez 250 stron, gdzie książka ma ich 300! Lubię czasem sobie sięgnąć po taką literaturę, ale tutaj to jest dla mnie przesada. Odebrałam "Obrońcę nocy" jako nudny romans bez polotu, gdzie nic więcej się nie dzieje. Czytałam podobną książkę jakiś czas temu, Był to "Mistrz" Katarzyny Michalak. Tam także był wątek romansowy dość dobrze rozwinięty, ale jakoś tak mnie nie mierziło, jak w przypadku tej pozycji. Dwie różnie napisane książki.
          
       Żeby nie było, że tylko krytykuję, otwarcie przyznaję, że bohaterowie książki są interesującymi postaciami. Zwłaszcza uwielbiam Melisę i jej niewyparzony język. Ma kobieta charakterek a ja takie osoby uwielbiam. Podobnie wizerunek Jamesa Maserattiego jest ciekawie przedstawiona. Owszem, przeczytałam dość szybko książkę, bo język jest prosty i przystępny.

      Okładka "Obrońcy nocy" też mi się bardzo podoba. Przyciąga wzrok i jest dosyć mroczna. No ale sama okładka to za mało - dla mnie ważniejsza jest treść.
  
         Powieść Agnieszki Lingas - Łoniewskiej mogę polecić osobom, zwłaszcza kobietom, które lubią romanse. Tutaj tego nie brakuje. Natomiast czytelnicy, którzy spodziewają się rozwiniętego wątku fantastycznego srogo się rozczarują. A ta pozycja zdecydowanie nie jest dla mnie. 


Tytuł: "Obrońca nocy"
Autor: Agnieszka Lingas - Łoniewska
Wydawca: Novae Res
Rok: 2013
Ocena:  3/10
Obrońca nocy [Agnieszka Lingas-Łoniewska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res


poniedziałek, 28 października 2013

"Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć" - Tomasz Kowalski


       Po książkę Tomasza Kowalskiego sięgnęłam z ciekawości. Zaintrygowała mnie okładka i opis z tyłu książki. 

     "Tomasz Kowalski. Urodzony w 1970 roku w Katowicach. Z wykształcenia prawnik. W 2010 roku zadebiutował książką „Kamienica przy RueSainte-Anne 43” podejmującą temat kary śmierci. Zarówno jego debiut, jak i „Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć” zostały napisane na kanwie dwóch tekstów dramatycznych, za które autor został uhonorowany wyróżnieniami podczas I i II Ogólnopolskiego Konkursu Dramatycznego „Lustro, Obraz, Iluzja” w Łodzi.

W 2008 roku Polskie Radio Białystok zrealizowało słuchowisko radiowe na podstawie jego monodramu pod tytułem „Kolęda”.



Tomasz Kowalski jest miłośnikiem muzyki barokowej, pączków z nadzieniem różanym, papierosów i Katowic, w których kocha spędzać wakacje. Jego ulubione święta to oczywiście… Wszystkich Świętych." Źródło  Interesujące, prawda?


       Jak w większości miast także w Ponurej znajduje się cmentarz. I jak na miejsce pochówku przystało, muszą pracować tam grabarze. Jednak to nie są zwykli grabarze, którzy nam stają przed oczyma, kiedy wyobrażamy sobie takiego stereotypowego kopidoła. Tomasz - szef, Rysiek i Młody spędzają dużo czasu na rozmowach na trudne tematy. Dosłownie. I swoją polemikę dzielą z nie byle kim - z samą Kostuchą! Oprócz tej jakże barwnej czwórki przez cmentarz przewijają się inne indywidua. Nie będę wymieniać, żeby nie psuć przyjemności czytania. Wspomnę tylko o Oblivokrach. To są diabły, które wystawiają człowieka na pokuszenie.

        "Rozmowy..." Tomasza Kowalskiego to jest naprawdę ciekawa i wciągająca lektura, która dodatkowo skłania czytelnika do refleksji na tematy, które poruszają grabarze. Ich rozmowy sprawiają, że zaczynamy się zastanawiać, jakie jest nasze zdanie w temacie który akurat jest poddawany analizie. I ostrzegam - nie są to łatwe i przyjemne kwestie, dotyczące życia doczesnego. Religia, śmierć, samobójstwo, pokusa, eutanazja - to tylko kilka przykładów. 

      Autor w swoich opowiadaniach obala stereotyp grabarza "półgłówka". Chyba nam wszystkim ta praca nie kojarzy się specjalnie miło, przy której można wdać się w polemikę. A tu niespodzianka - wystarczą odpowiedni kompani i można wymieniać myśli i poruszać problemy, które dotykają nasz świat i nas samych.  
       Grabarze na swoim cmentarzu co i rusz spotykają niezwykłe osoby, z którymi rozmawiają na tematy, które skłaniają czytelnika do myślenia. Zwłaszcza opowieści Kostuchy. Z resztą sama jej postać intryguje i szokuje. Bo kto by pomyślał, że Pani Śmierci może nonszalancko opierać się o kosę, z lubością i dostojeństwem palić papierosa i puszczać dymka. 

     
      Wszystkie postacie, pojawiające się w "Rozmowach.." są bardzo oryginalne i zapadają w pamięci.  Oj mają charakterki, mają. Każdy jest wyjątkowy i ma cechy, które odróżnia ich od reszty. A sami grabarze wzbudzają sympatię. Zwłaszcza Młody. Choć jest naiwny, nie sposób go nie lubić.

        Jedyne czego mi brakowało w książce to ilustracji, które dodałyby książce dodatkowych walorów. Choć oczywiście niczego jej nie brakuje. Jest tajemniczość, groza, ale też dawka humoru i oryginalne podejście do tematu śmierci, w sposób, który może niektórych szokować. I na pewno skłaniać do refleksji.

Czy polecam? Jak najbardziej tak. Warto się przez chwilę zatrzymać i pokontemplować.


Tytuł: "Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć"
Autor: Tomasz Kowalski
Wydawca: Novae Res
Rok: 2013
Ocena:  7/10
Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć [Tomasz  Kowalski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res


czwartek, 10 października 2013

"Rewolucja rodzinna z małymi stópkami w tle" - Magdalena Dintar


       Magdalena Dintar jest z zawodu anglistką. Prowadzi własną działalność - jest lektorem języka angielskiego. Oprócz tego, jest mamą kilkuletniej córeczki. 

      Po książkę Magdaleny Dintar sięgnęłam z ciekawości. Właśnie z mężem jesteśmy w trakcie planowania potomstwa i chciałam się dowiedzieć co na ten temat mówi literatura obyczajowa, czyli kobiety-matki, które już mają za sobą poczęcie i urodzenie pierwszego dziecka. Wcześniej nie miałam styczności z tego typu pozycjami, ale na pewno w niedalekiej przyszłości sięgnę po kolejną, tego typu książkę.

Magdalena Dintar w swojej pierwszej książce pokazuje czytelnikowi, że ciąża i macierzyństwo to nie jest wcale taka piękna i cudowna rzecz. Świeżo upieczona matka musi być dostępna dla swojego dziecka dwadzieścia cztery godziny na dobę. Do tego, nierzadko, musi zmagać się z huśtawką nastrojów, a czasami nawet z depresją poporodową. Autorka obala stereotyp Matki Polki, który jest bardzo mocno zakorzeniony w polskim społeczeństwie. Kobieta po urodzeniu dziecka powinna się poświęcić bezgranicznie macierzyństwu. 

      Ileż to razy na dzień w telewizji lecą reklamy szczęśliwych i uśmiechniętych matek i dzieci. Na ulicach widzimy spacerujące, radosne mamusie ze swoimi pociechami. Z tego można by wywnioskować, że macierzyństwo i wychowanie dziecka to totalna sielanka i sama radość. Autorka "Rewolucji rodzinnej ..." pokazuje nam, że wcale tak kolorowo nie jest. Kobieta po porodzie ma naprawdę bardzo ciężko i czasami musi radzić sobie ze wszystkim sama. Do tego dochodzą komentarze  i dobre rady na temat wychowania życzliwych nam osób. To wszystko - skumulowane wali się na głowę młodej matki i przytłacza. Taką właśnie wizję macierzyństwa ukazuje nam Magdalena Dintar. 

      Autorka opisuje w książce swoje zmagania z własną psychiką i presją, wywoływaną przez ludzi wokół niej. Nic nie jest czarne ani białe. Zanim młoda matka zacznie czerpać radość z posiadania potomka, czeka ją małe piekło na ziemi. Szalejące hormony, dyspozycyjność dwadzieścia cztery godziny na dobę, słaba kondycja fizyczna i jeden wielki wrzask tej małej istotki mogą doprowadzić do rozpaczy. Takich rzeczy przyszłe rodzicielki na pewno nie dowiedzą się z telewizji czy reklam. No bo przecież jak to! Macierzyństwo to najpiękniejsza rzecz w życiu! Być może, ale trzeba się do niej odpowiednio przygotować i każde małżeństwo powinno wiedzieć z czym to się wiąże i jaka wielka odpowiedzialność na nich spadnie. Często jest tak, że nie wiedzą w co się pakują, bo nikt ich do końca nie uświadomił. A przecież można temu zapobiec. Autorka podkreśla, że powinno się głośno i wyraźnie mówić o mrocznych stronach macierzyństwa. Młoda mama powinna być przygotowana, z czym przyjdzie się jej zmierzyć.

     Przyznam szczerze, że książkę czytało mi się bardzo dobrze. Mimo że czcionka w książce jest bardzo mała, rozdziały są dość krótkie i język przystępny przez co szybko się ją pochłania. Sporo się dowiedziałam z tej pozycji. O takim obrazie macierzyństwa nie przeczytamy w żadnym czasopiśmie, ani nie zobaczymy w telewizji. Takie książki są potrzebne, aby pokazać młodym mamom, że to co się z nimi dzieje jest normalne, a przyszłe rodzicielki ostrzec i uświadomić co ich czeka. Sama planuję w najbliższym czasie potomstwo i jakoś nikt mi nie mówił, że macierzyństwo to nie sama radość. 

      Książka "Rewolucja rodzinna z małymi stópkami w tle" to dzielenie się uczuciami i wrażeniami młodej mamy, która właśnie dostała nową rolę w życiu. To nie jest poradnik, jak wychowywać dziecko. Autorka stara się przekazać przyszłym mamom, że ich huśtawki nastrojów nie są niczym złym i jest to rzecz normalna. Takie książki są naprawdę potrzebne.

      Ta lektura jest obowiązkowa dla wszystkich kobiet, które planują dziecko, ale także dla ich partnerów. Oni też powinni mieć świadomość co się będzie działo z ich połówkami podczas tych pierwszych miesięcy po porodzie. Polecam książkę także młodym mamom. Niech zobaczą, że czasem potrzebna jest także odrobina egoizmu.  I mimo tych wszystkich złych stron - macierzyństwo to jest najpiękniejsza rzecz, jaka może przytrafić się kobiecie w życiu. I dla tych chwil warto przejść przez piekło. Tak przynajmniej sądzi autorka. Być może ja się za jakiś czas też o tym przekonam.



Tytuł: "Rewolucja rodzinna z małymi stópkami w tle"
Autor: Magdalena Dintar
Wydawca: Novae Res
Rok: 2013
Ocena:  7/10
Rewolucja rodzinna z małymi stópkami w tle [Magdalena Dintar]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res


czwartek, 3 października 2013

"Przemień siebie, swój świat i ludzi wokół" - Wojciech Filaber


       Po książkę Wojciecha Filabera sięgnęłam z czystej ciekawości . Swego czasu bardzo interesowałam się tematem ludzkiej podświadomości i umysłu.

    Wojciech Filaber ukończył studia licencjackie w Londynie na kierunku Psychologia. Interesuje się psychologią, psychoanalizą, psychoterapią oraz podobnymi dziedzinami, które mają na celu zmianę myślenia człowieka.

     Książka "Przemień siebie, swój świat i ludzi w okół" podzielona jest na dwadzieścia jeden rozdziałów. Każdy z nich zaczyna się złotą myślą sławnych filozofów i myśliciel m.in. Buddy, Aladyna, Gandhiego itp. Tak po prawdzie, trudno mi jest stwierdzić, nawet ogólnie, o czym jest ta książka. Naprawdę. Autor próbuje przekazać nam jakąś ważną wiedzę na temat nas samych, naszej podświadomości i tego jak działa nasz umysł, tylko sam tak naprawdę nie wie jak to zrobić. I brnie coraz bardziej, głębiej i coraz bardziej niezrozumiale. No, może rozdziały powinny nas trochę nakierować, co autor chciał przekazać czytelnikowi:
- To, o czym myślimy, staje się naszą rzeczywistością;
- Przebudź się do stanu wewnętrznej świadomości, mądrości i odwagi;
- Odkryj swój prawdziwy potencjał, odkryj swoje potrzeby, spełnij się;
-Przełam się, otwórz na zmianę. Jesteś w stanie dokonać zmian w życiu innych ludzi.
Chyba wystarczy tych przykładów.

      W sumie tą całą książkę można by zawrzeć w samych tytułach rozdziałów. Autor, kolokwialnie mówiąc, leje wodę na potęgę. Niczego nowego ani niczego interesującego nie dowiedziałam się z tej pozycji. Oprócz licznych powtórzeń, które są stosowane nagminnie i cytowań wielkich i mądrych ludzi, dostajemy komentarz autora i jego interpretację przytoczonych słów. Mam wrażenie, że jest to praca w całości odtwórcza.

    Na temat ludzkiej podświadomości już trochę czytałam, ale nie sądzę, żebym wiedziała już wszystko w tej kwestii. A mimo wszystko uważam, że z książki "Przemień siebie ..." nie dowiedziałam się niczego. Co więcej, czytanie tej pozycji było dla mnie wielką męczarnią. Zwłaszcza jeśli chodzi o liczne powtórzenia. Z ciekawości policzyłam powtórzenia na pierwszej stronie pierwszego rozdziału (fotografia na dole.- Cholera, aż sama zaczynam się...powtarzać). Wyraz umysł został tutaj użyty pięć razy, rzeczywistość - trzy razy, a słowo "myśli" sześć razy. Komentować chyba tego nie muszę. Momentami moja irytacja sprawiała, że miałam ochotę rzucić tę książkę w kąt. Ale skoro powiedziało się A, trzeba powiedzieć B (znowu powtórzenie...damn!).
Sorki za jakość zdjęcia.

         Podsumowując - książka Wojciecha Filabera, według mojej opinii, nie wnosi nic nowego do literatury psychologicznej. Myślałam, że dowiem się czegoś nowego na temat mojego umysłu i możliwości kierowania moją podświadomością. W zamian otrzymałam pozycję, w której roi się od powtórzeń, aż zaczyna głowa boleć, oraz od cytowań tych wszystkich mądrych ludzi. Być może jakiś inny czytelnik znajdzie w tej pozycji coś ciekawego dla siebie. Ja nie znalazłam nic. I przeczytanie tej książki było dla mnie totalną stratą czasu. Mogłam go poświęcić na o wiele lepsze lektury.

Nie polecam.


Tytuł: "Przemień siebie, swój świat i ludzi wokół"
Autor: Wojciech Filaber
Wydawca: Novae Res
Rok: 2013
Ocena:  1/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res



sobota, 10 sierpnia 2013

"Joachim" - Grażyna Hanaf


      Powieść "Joachim" Grażyny Hanaf to pierwsza tego typu książka, po jaką sięgnęłam.  Pisząc typ mam na myśli tematykę, jaka została poruszona w tej historii.

        Joachim to siedemnastoletni chłopiec, niezbyt lubiany wśród rówieśników w szkole. A dlaczego nie zyskał sympatii kolegów? Odważył się przyznać przed wszystkimi, że jest gejem. Ba, obwieszczał to każdemu, kogo spotkał - w sklepie, na ulicy, sąsiadom. Od swojego "coming out`u" Joachim ma coraz więcej problemów i rozterek. Na domiar złego rodzice postanawiają jechać na wycieczkę do Hiszpanii bez niego. Chłopiec ma w tym czasie zamieszkać w Bolesławcu - małej miejscowości pod Wrocławiem, gdzie będzie opiekować się nim przyjaciółka mamy, Mira. Joachim czuje się rozgoryczony i negatywnie nastawiony do świata. Zdecydowanie wolałby jechać z rodzicami do Hiszpanii niż do jakiejś dziury zabitej dechami.

      Miejscowość, w której Joachim ma spędzić całe wakacje z początku nie wzbudza w nim pozytywnych uczuć. Na miejscu poznaje dość oryginalnych współlokatorów Miry. Teodor - czterdziestoletni kawaler piastujący stanowisko urzędnika, Diana - lesbijka, która zajmuje się dziennikarstwem i pisze felietony. A Mira to samotna matka wychowująca kilkuletnią córeczkę. Do tego grona dołącza Joachim - gej. Chłopiec jest nastawiony na nudne wakacje. Jeszcze nie zdaje sobie sprawy jak bardzo się myli. To będą najlepsze lato w jego życiu.

       Nie spodziewałam się, że powieść Grażyny Hanaf tak mnie wciągnie. Naprawdę. Historia Joachima osadzona w polskim mieście nadaje jej jeszcze większej autentyczności. Z ciekawości "wyguglałam" tę miejscowość i wszystkie informacje zawarte w książce to prawda! Byłam po raz kolejny zaskoczona, bo sądziłam, że autorka trochę ubarwiła historię tego miasta. Aż nabrałam ochoty odwiedzić je :-)

       Bohaterowie "Joachima"  są bardzo oryginalni i ekscentryczni. Bardzo polubiłam Mirę i Teodora. Natomiast sąsiadka babcia Róża... cóż, dla mnie to wzorzec typowego "mohera". Mam nadzieję, że nikogo tym określeniem nie obrażę. Po prostu ta kobieta jest bardziej wredna niż ... wszystkie teściowe razem wzięte ;-). Postać Joachima z początku wzbudzała we mnie niechęć. Te jego afiszowanie się ze swoją orientacją seksualną lekko wkurzało. Rozumiem, że warto informować o tym najbliższych, ale obwieszczanie to każdej spotkanej osobie i pukanie do obcych to już za wiele. Nie sądzę, żeby przypadkowych osób interesowała orientacja seksualna jakiegoś nieznajomego chłopca.

        Grażyna Hanaf porusza w swej powieści sprawy, które są dość drażliwe we współczesnym świecie. Temat homoseksualizmu i gwałtu nadal budzi kontrowersje. Bardzo dobrze, że ktoś nie boi się pisać o tym i zwraca uwagę, na tak ważne kwestie. Autorka podkreśla także na fakt, jak trudne jest odnalezienie swojego miejsca w świecie, odkrywanie własnej osobowości i przyznania się do swojej odmienności. A to może czasem wiązać się z wykluczeniem z grupy. Podziwiam Joachima za konsekwencję i odwagę przyznania się do homoseksualizmu. I.. chciałabym mieć takiego przyjaciela.

     Po książkę "Joachim" naprawdę warto sięgnąć. Tematy poruszane w powieści są dość drażliwe, ale bardzo współczesne i warto o nich mówić. Realizm historii Joachima może sprawić, że młodzi ludzie, którzy traktują swoją odmienność seksualną jako coś złego mogą zmienić zdanie.
Polecam!


Tytuł: "Joachim"
Autor: Grażyna Hanaf
Wydawca: Novae Res
Rok: 2013
Ocena:  7/10
Joachim [Grażyna Hanaf]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res



środa, 12 czerwca 2013

"Błękit i mrok" - Agata Niedroszlańska


               "Błękit i mrok" to powieść kolejnej polskiej autorki, opublikowanej przez Wydawnictwo Novae Res. Sięgnęłam po tę książkę, ponieważ zaintrygował mnie opis i sama okładka. Spodziewałam się interesującej, ciekawej lektury. 

         Ania jest zwykłą dziewczyną, która straciła swoich rodziców w dzieciństwie. Mieszka z ciocią. Ma grono przyjaciół, jest lubiana w szkole. Sympatyczna, wesoła dziewczyna, która lubi się pobawić. Pewnego dnia podczas apelu w szkole Anna zasłabła. Przybył jej na ratunek, jakżeby inaczej, przystojny nieznajomy, który zaraz po tym nagle znika. Jednak po jakimś czasie ponownie trafia na mrocznego chłopaka, który jak się okazało, ma na imię Dawid. Dziewczyna wyczuwa, że skrywa on mroczną tajemnicę. Mimo wszystko zakochuje się w nim bez pamięci. Anna jednak chce poznać tajemnicę chłopaka. Okazuje się, że Dawid nie jest człowiekiem. Jest bestią, zamieszkującą piekło, gdzie odbywa swoją karę. 

        Jest Dawid. Jest Anna. Jak to w paranormal romance bywa, potrzeba tego trzeciego. I tak oto poznajemy Mateusza.. Anioła stróża Anny, który się w niej także kocha. Wszystko pięknie, Dawid ma sekret, ale gdzie tu czarne charaktery, bo przecież nie są nimi ani Dawid ani Anioł Stróż? Pstryk! Jest! Ten zły objawia się pod postacią prawej ręki Diabła, władcy piekieł. Ten coś od Anny chce, chyba sam nie wie do końca co. Chłopcy muszą bronić dziewczynę przed tym "złym". Ale, żeby nie było za nudno, ten "zły" zaczyna coś czuć do naszej głównej bohaterki. Ach te paranormal romance.

       Szczerze powiedziawszy, lubię czasem sięgnąć po taką literaturę, "odmóżdżyć" się. Ale "Błękit i mrok" przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Dawno nie czytałam tak nudnej, przewidywalnej i słodkiej aż się chce rzygać od ciągłych powtarzań "kocham Cię" książki. Dzięki niej przez dłuuugi czas będę omijać ten gatunek szerokim łukiem. Fakt, przyznam się, że powieść przeczytałam dosyć szybko, ale raczej kontynuowałam z przymusu i rozpędu. Jedynie pod koniec zaczęła się jakaś konkretna akcja, która mnie wciągnęła. No, to było jakieś kilkadziesiąt (może dwadzieścia, może trzydzieści) przed zakończeniem. Trochę za późno chyba co? Reszta książki to tylko słodkie opisy miłości Anny i Dawida i cierpienia tego trzeciego. 

        W książce Agaty Niedroszlańskiej widzę dwa pozytywy w postaci Anny głównej bohaterki, która miała jakąś charakterystyczną osobowość oraz wydarzenia, które działy się pod koniec książki. To jednak trochę za mało. Nie polecam tej książki osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z paranormal romance. Mogą się bardzo zrazić do tego gatunku. Czytelnicy którzy kochają tego typu książki pewnie będą zadowoleni. Ja osobiście nie wiem czy sięgnę po kolejny tom. Szkoda mojego czasu na tego typu powieści. 



Tytuł: "Błękit i mrok"
Autor:   Agata Niedroszlańska
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res
Rok: 2013
Ocena:  2/10
Błękit i mrok [Agata Niedroszlańska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res


opubliw

czwartek, 6 czerwca 2013

"Chińskie igraszki czyli podróż do Państwa Środka" - Sylwia Malon-Schulze


        Sięgając po książkę Sylwii Malon - Schulze sama nie wiedziałam czego oczekiwać. Raczej nie gustuję w tego typu książkach (czytaj literatura faktu). 

         Sylwia Malon - Schulze jest nauczycielką angielskiego. Wyjechała z kraju razem mężem, który otrzymał propozycję pracy w tymże kraju. Spędziła tam ponad 10 lat. Miała niezwykłą okazję poznać tajemniczy wschód, życie codzienne i obyczaje Chińczyków. 

         Książka powstała na bazie zapisków autorki poczynionych w ciągu całego pobytu w Chinach. Jako żona dyrektora koncernu poruszała się w luksusowych enklawach, gdzie prowadzone życie nijak się miało do tego, jak naprawdę egzystują Chińczycy. Po pewnym czasie miała już dość tej "złotej klatki" i postanowiła poznać naprawdę kraj w którym przyszło jej mieszkać i tubylców. Autorka zaczęła pracę na uniwersytecie i rozpoczęła naukę języka mandaryńskiego. Dzięki swojej determinacji dowiedziała się, ale też doświadczyła wielu ciekawych rzeczy, które pozwoliły jej poznać mentalność Chińczyków i ich sposób życia i radzenia sobie w różnych sytuacjach.

          Jak wcześniej wspominałam, nie gustuję w tego typu książkach, ale akurat ta pozycja mnie zaciekawiła, głównie ze względu na opis znajdujący się z tyłu okładki. Zaintrygował mnie więc postanowiłam po nią sięgnąć. I nie żałuję. Dowiedziałam się wiele ciekawych rzeczy na temat społeczności chińskiej, ich zwyczajach i postrzeganiu świata. Powiem szczerze, że ich podejście do niektórych spraw mnie szokowały i wprawiały w konsternację. Zaprawdę powiadam wam, dziwny to naród jest.

          Nie chciałabym zdradzać wam wszystkich smaczków na temat Chin, jakie autorka nam serwuje, ale napiszę jedno - to bardzo interesujący kraj i po lekturze "Chińskich igraszek..." moja ochota na odwiedziny tego kraju wzrosła.

         Dodam jeszcze, że książka Sylwi Malon-Schulze może posłużyć jako swoisty poradnik o tym, jak zachowywać się wśród tego społeczeństwa i nie dać się wystrychnąć na dudka. A dlaczego tak twierdzę? Prosty przykład, którym zdradzę jednak pewne treści tejże książki, więc jak ktoś nie chce to omińcie tę część. :) Otóż małe sklepiki, kramy itd. zarabiają na turystach dwukrotnie, trzykrotnie więcej niż na zwykłym mieszkańcu. Trzeba wiedzieć, jak z nimi rozmawiać aby potraktowali nas jak tubylca. Chińczycy uwielbiają się targować, dla nich jest to swoistą rozrywką.

         Książkę przeczytałam w trzy wieczory. Wręcz pochłonęłam. Luźne spostrzeżenia autorki i krótkie rozdziały sprawiają, że "Chińskie igraszki.." czyta się bardzo szybko i z przyjemnością. Polecam tę książkę każdemu, kto wybiera się na dłużej do Chin. Te osoby znajdą w niej wiele wskazówek jak nie dać się pochłonąć chińskiej "gościnności". Polecam ją także osobom, które chciałyby się dowiedzieć czegoś więcej o mentalności, zwyczajach i zachowaniach Chińczyków. To naprawdę interesująca lektura.

Polecam!


Tytuł: "Chińskie igraszki czyli podróż do Państwa Środka"
Autor:   Sylwia Malon-Schulze
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res
Rok: 2013
Ocena:  7/10
Chińskie igraszki czyli podróż do Państwa Środka [Sylwia Malon-Schulze]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res




wtorek, 7 maja 2013

"Grabarz" - Krzysztof Haczyński


           Dawno nie czytałam tak dennej książki. Naprawdę.

         Mała wieś położona tam gdzie diabeł mówi dobranoc. Jak to na wsi życie płynie leniwie i spokojnie, wszyscy się znają. Aż tu nagle dochodzi do niewyjaśnionych zabójstw i zaginięć. Mieszkańcy zaczynają się bać. Wszystko wskazuje na to, że w pobliskim lesie czai się wielkie zło. Na pomoc wiosce przybywają łowcy. Doświadczeni wojownicy sądzą, że rozprawią się z siłami zła raz dwa. Jednak wszystko wskazuje na to, że w lesie czai się ktoś, kto jest o wiele wiele bardziej potężniejszy od ich poprzednich wrogów. Naprzeciw nim stanie najpotężniejszy z potężnych - arcymistrz wampirów zwany Grabarzem. Jednak co przywiało go w tak zapyziałe miejsce? Wszystko wskazuje na to, że czegoś szuka...

          Po opisie na okładce spodziewałam się po tej książce czegoś więcej. Nawet nie zrażałam się małą liczbą kartek. Bo sami przyznajcie, Dziewięćdziesiąt kilka stron to nie jest wiele prawda? "Grabarz" - tytuł sugerował, że dostaniemy thriller, ewentualnie kryminał. A co mamy? Kolejną powiastkę o wampirkach. Nudną, mdłą, przy której przysypiałam.

         Żeby było śmieszniej, obok wampirków pojawiają się ...zombie. No tego to już było dla mnie za wiele. Nie potrafię nic dobrego napisać o tej książce. No, chyba że pod uwagę weźmiemy postacie łowców.  Zwłaszcza jednego, którego nawet nie pamiętam imienia. Był, sarkastyczny, porywczy i krnąbrny. Krótko mówiąc nie miał cech typowego bohatera.

         Nie będę się dłużej pastwić się nad "Grabarzem". Nie polecam, nawet wtedy kiedy nie macie pod ręką żadnej innej książki. 


Tytuł: "Grabarz"
Autor: Krzysztof Haczyński
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res
Rok: 2013
Ocena 2/10
Grabarz [Krzysztof  Haczyński]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res



wtorek, 23 kwietnia 2013

"Planowanie przestrzeni turystycznej" - Anna Pawlikowska - Piechotka


            Nie mogło być inaczej i dziś, w Światowym Dniu Książki musiała pojawić się recenzja. :) Jednak będzie to recenzja dość nietypowej książki. W związku z tym, że skończyłam studia na kierunku turystyka i rekreacja, jest zrozumiałe, że obok tej pozycji nie mogłam przejść obojętnie. Odezwało się moje zboczenie zawodowe. A książka "Planowanie przestrzeni turystycznej" Anny Pawlikowskiej -Piechotki bardzo mnie zainteresowała.

     Pani Anna Pawlikowska - Piechotka jest doktorem habilitowanym ze specjalizacją architekt. Absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Doświadczony nauczyciel akademicki, związany z Wydziałem Turystyki i Rekreacji AWF Warszawa i Wydziałem Architektury Politechniki Warszawskej. Jej przedmiotem badań jest wykorzystanie dziedzictwa kulturowego dla potrzeb turystyki oraz zrównoważone zagospodarowanie przestrzeni turystycznej i rekreacyjnej. 

         Publikacja "Planowanie przestrzeni turystycznej" podzielona jest na kilka części: słowo od Autorki, Wprowadzenie, 5 rozdziałów z podrozdziałami, zakończenie, słowniczek, spis literatury i wybrane przykłady planistyczne zrównoważonego zagospodarowania przestrzeni turystycznej w Polsce. Nie ukrywam, że ostatnia część była dla mnie najciekawsza. 

         Bardzo się cieszę, że taka książka została wydana. Brakuje na rynku takich publikacji. Pamiętam, jak będąc studentką trudno było dotrzeć do literatury fachowej. Egzemplarzy w bibliotece było tylko kilka, a nas studenciaków kilkadziesiąt. Jedynym wyjściem było kupowanie książek, które nie zawsze okazywały się pomocne przy nauce. Sama kilka razy się tak nadziałam. "Planowanie przestrzeni turystycznej" to bardzo ciekawa książka z punktu widzenia studenta.

        We wstępie autorka przytacza nam najważniejsze zagadnienia związane z planowaniem turystycznym i infrastrukturą. Pierwszy właściwy rozdział nosi tytuł Elementy współczesnej infrastruktury turystycznej. Zostały tutaj wymienione najważniejsze rzeczy związane z zagospodarowaniem turystycznym: baza noclegowa, gastronomiczna, transportowa itd. Nie będę się wdawać w szczegóły. 

        Kolejny rozdział to Zagospodarowanie turystycznege na obszarach przyrodniczo cennych. Moim zdaniem jeden z najważniejszych tematów poruszonych w tej książce. To jest podstawowe zagadnienie które trzeba znać zanim cokolwiek zacznie się planować. Zrównoważony rozwój w planowaniu odgrywa bardzo ważną rolę. Dziedzictwo ma służyć całemu społeczeństwu, także w dalszej przyszłości i trzeba o to zadbać. 

        Trzeci rozdział dotyczy Zagospodarowania miejscowości turystycznych. Myślę, że nie muszę tłumaczyć o co chodzi. Czwarty to Tradycje planowania przestrzeni turystycznej. Piąty - Współczesne zasady planowania przestrzeni turystycznej. Tutaj także autorka zwraca uwagę na zrównoważone planowanie przestrzeni. 

         Co mi się bardzo podobało w książce pani Pawlikoskiej-Piechotki to to, że przy każdym zagadnieniu podawała przykłady miejsc spełniających daną funkcję. To jest bardzo pomocne przy przyswajaniu sobie wiedzy na temat planowania przestrzeni turystycznej. Możemy wyobrazić sobie dane miejsce, wiemy jak jest  zagospodarowane i czy spełnia swoją rolę. Myślę, że z tą publikacją powinni się także zaznajomić urzędy, które mają wpływ na planowanie przestrzeni miast, regionów, województw. Być może wtedy zaczęliby sobie zdawać sprawę z pewnych , ważnych kwestii których wcześniej nie brali pod uwagę, a co może mieć wielki wpływ na dalszy rozwój miejsca.

         "Planowanie przestrzeni turystycznej" jest pozycją naprawdę wartościową. Brakuje takich publikacji na rynku. Dla turystyki jest to temat naprawdę ważny. Dobre zaplanowanie przestrzeni turystycznej z uwzględnieniem zrównoważonego rozwoju jest kluczem dla sukcesu danego regionu. Polecam wszystkim zainteresowanym tematem.


Tytuł: "Planowanie przestrzeni turystycznej"
Autor: Anna Pawlikowska - Piechotka
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res
Rok: 2013
Ocena 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res



sobota, 13 kwietnia 2013

"Piasek" - Piotr Nesterowicz


      Polska fantastyka staje się coraz bardziej popularna. Na rynku pojawia się mnóstwo książek z tego gatunku. Jedną z nich jest  debiutancka powieść Piotra Nesterowicza pt. "Piasek". Szczerze mówiąc, kiedy zobaczyłam tytuł, nie spodziewałam się, że to będzie fantastyka. Tak samo po przeczytaniu opisu z tyłu ciągle nie wiedziałam czego spodziewać się po tej książce.

       Nie słyszałam wcześniej o Piotrze Nesterowiczu. I w sumie nie ma co się dziwić, bo do tej pory wydał raptem opowiadanie w czasopiśmie "Fantastyka" i jedną książkę z gatunku literatura faktu. Ukończył Organizację i Zarządzanie w Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. "Piasek" to jego pierwsza powieść z gatunku fantastyki.

        Malaika przybywa do Starego Miasta wraz ze swoim wujem Ras Tażyrem, który ma objąć urząd Alidarha, czyli zarządcy miasta. Pierwsze wydarzenia, które nastąpiły po ich przybyciu nie nastroiły jej pozytywnie. Pewien chłopak zakpił sobie z niej. Poczuła się bardzo dotknięta. Po jakimś czasie okazało się, że ten chłopak ma na imię Sachrach i jest nie byle kim w mieście. Jest Żyjącym z Piasku, ba nawet uważany jest za przewodzącego grupą tych ludzi. Wuj Malaiki, jakby tego było mało, wyznacza Sachracha jej przewodnikiem po mieście. Chłopak ma jej towarzyszyć w wędrówkach i chronić ją. Dziewczynie się to nie uśmiecha, jednak nie ma wyboru. W tym samym czasie w mieście dzieją się niespotykane rzeczy. Mutaharika, pustynia zaczyna dawać o sobie znać coraz częściej. Żyjący z Piasku potwierdzają aktywność Bogini. Nadchodzi burza. Czy miasto przetrwa potęgę żywiołu? Przekonajcie się sami.

             Pan Piotr Nesterowicz miał bardzo ciekawy pomysł na fabułę. Nie spotkałam się jeszcze w żadnej fantastycznej książce z takim światem przedstawionym. Czytanie o losach Malaiki i Sachracha było naprawdę przyjemnością. Ale. Bo ale niestety jest. Tak po prawdzie to sama nie wiem czego mi brakowało w tej książce. Może właśnie ten oryginalny pomysł na fabułę sprawił, iż w tej "fantastycznej" książce brakowało mi... właśnie takiej typowej fantastyki. Bo pustynia traktowana jako bóstwo i piasek jako niebezpieczny żywioł to może być trochę za mało.

          Jeśli mam szczerze przyznać, to nie zapałałam sympatią do Malaiki. Płytka, młodziutka dziewczyna, która nie wie nic o życiu. Nagle się okazuje, że ma niesamowite moce. I jak to bywa, wszyscy chcą ją wykorzystać. Przewidywalne prawda? Także wątek miłosny między Malaiką a Sachrachem trochę mnie śmieszył. Dobrze, że nie było tego w powieści dużo. Bardzo przypadła mi do gustu postać Sachracha i Ras Tażyra, wujka Malaiki. Silne charaktery, które nie dadzą sobie w kaszę dmuchać. Takich bohaterów lubię.

              "Piasek" to nie jest typowa powieść fantastyczna. Autor porusza problem władzy i intryg politycznych, z którymi ludzie na szczycie spotykają się na co dzień. Ignorancja i chęć pokazania władzy osób rządzących może doprowadzić tragedii. Piotr Nesterowicz, miałam wrażenie, nawiązuje trochę do tego co się dzieje w Polsce. My maluczcy jesteśmy bezsilni wobec rządzących, którzy mają nasze potrzeby mówiąc kolokwialnie gdzieś. A żal i gorycz narasta i przyjdzie taki moment, kiedy te wszystkie uczucia wybuchną.

           Mam mieszane uczucia co do tej książki. Z jednej strony oryginalna fabuła, z drugiej zbyt mało fantastyczna. Brakowało mi tutaj typowych elementów dla tego gatunku. Ale przyjemnie się czytało. Polecam osobom, które chciałyby odkryć inne spojrzenie na gatunek fantastyki.


Tytuł: "Piasek"
Autor: Piotr Nesterowicz
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res
Rok: 2013
Ocena 6/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res




P.S. To chyba jedna z recenzji, z którą miałam największy problem do tej pory. ;-)

piątek, 5 kwietnia 2013

"Architekt zła. Część I" - Michał Mazurek


      Pierwszy raz spotkałam się z twórczością pana Michała Mazurka. Próbowałam znaleźć jakieś konkretne informacje o tym pisarzu, ale google nie bardzo mi pomogło. Dopiero z recenzji innych blogowiczów dowiedziałam się, że jest to dwudziestoośmioletni nauczyciel języka angielskiego, który pracuje w przedszkolu w miejscowości Pionki. Lubię wiedzieć co nieco o autorze przeczytanej i recenzowanej książki. A te nieoficjalne informacje to dla mnie trochę mało. Także na stronie wydawnictwa Novae Res, którego nakładem ukazała się debiutancka powieść pana Michała ("Architekt zła. Część I), nie ma o nim żadnej notki. Szkoda. Ale do rzeczy.

       W małym miasteczku położonym w hrabstwie Darkmoor tamtejsza policja odnajduje okaleczone zwłoki mężczyzny. Sprawa jest dość nietypowa. Śledztwem zajmuje się agent federalny Chase McMillan wraz z miejscowym komendantem policji Ronaldem Beaks`em. Coraz to nowe fakty, odkrywane przez stróżów prawa przyprawiają o dreszcze. Wszystko wskazuje na to iż zabójstwa mają związek z okultyzmem i tajnym bractwem.  Policjanci jeszcze nie zdają sobie sprawy z tego z czym im się przyjdzie zmierzyć.

      "Architekt zła" to bardzo dobry thriller napisany prostym, przyjemnym językiem, przez co książkę pochłonęłam w trzy dni. Pan Michał miał bardzo ciekawy pomysł na fabułę. Być może, dlatego że nie czytam zbyt wielu książek z tego gatunku, pierwszy raz spotykam się z połączeniem zbrodni rytualnych, okultyzmem i .... A nie będę zdradzać, bo mogę odebrać przyjemność z czytania innym. Ciekawy pomysł. Aż nie mogę się doczekać kolejnej części "Architekta zła".

         Jedyną rzeczą, która mi nie pasowała w tej powieści to... rozległe opisy, porównania i metafory stosowane przez pisarza. Nie wiem, być może, że to jest moje subiektywne odczucie, ale jakoś nie pasowało mi to do książki z gatunku thrillera. Aczkolwiek nie raziło tak bardzo, żeby odbierać przyjemność czytania. Akcja wciąga czytelnika już od pierwszych stron. I rzadko kiedy zwalnia.

          Co jeszcze mi się podobało w powieści, to główny bohater. Tak! Takich agentów federalnych, jak Chase McMillan to ja uwielbiam! Cyniczny, zgorzkniały, sarkastyczny. Jego potyczki słowne z doktor Wade  dostarczały mi wiele uciechy! :) A to się rzadko zdarza, żebym w powieściach aż taką miała radochę przy dialogach. Pan Michał mazurek mistrzowsko wprowadził elementy ironii i sarkazmu do powieści. Taki czarny humor do mnie przemawia. Obym częściej trafiała na takie powieści. Wszyscy bohaterowie w utworze Michała Mazurka są postaciami wyrazistymi, zapadającymi w pamięć. Bardzo ich polubiłam.

         "Architekt zła" to naprawdę udany debiut polskiego pisarza. Warto po nią sięgnąć. Książka trzyma w napięciu do samego końca, a po przeczytaniu ostatniej strony czytelnik chce jeszcze więcej. Nie mogę się doczekać kolejnej części. Panie Michale! Mam nadzieję, że część druga zostanie wydana jeszcze w tym roku.

Polecam gorąco!

Tytuł: "Architekt zła. Część I"
Autor: Michał Mazurek
Wydawca: Novae Res
Rok: 2013
Ocena 8/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res


sobota, 8 grudnia 2012

" Uciec przed cieniem" - Ewa Kopsik



   Szacunek dla siebie samego jest podstawą tego, aby inni szanowali nas. Taka myśl od razu mnie naszła, po przeczytaniu kilkudziesięciu pierwszych stron powieści „Uciec przed cieniem” debiutującej pisarki Ewy Kopsik, Inni ludzie instynktownie wyczuwają, gdy sami siebie uważamy za osoby bezwartościowe i tak samo zaczynają traktować nas. Przykłady takich zależności mamy pokazany właśnie w powieści pani Ewy.

            Młoda kobieta z zawodu filolog języka polskiego, której imienia nie poznajemy podczas całej historii, emigruje z mężem – śpiewakiem do Wiednia. Podczas całego swojego małżeństwa obraca się w kręgu „przyjaciół” swojego małżonka, którzy traktują ją jako gorszą od siebie. Jednak sama bohaterka nie dąży do tego, aby zmienić ich stosunek do siebie. Ba, nawet utwierdza ich w takim przekonaniu nie biorąc udziału w dyskusjach. Zamknięta w swoim świecie myśli, często powraca do lat dziecinnych, do Jagniątkowa, która z jej wspomnień jawi się jako oaza, raj na ziemi. Jej niska samoocena i nieporadność życiowa sprawiają, że jest ona zależna od swojego męża i chociaż wie, że jej małżeństwo to fikcja i pasmo nieszczęść nic z tym nie robi.

            Historia toczy się w czasach PRLu i porusza dwa ważne tematy: traktowanie i postrzeganie polskich emigrantów za granicą, a także ukazuje, jaki wpływ mogą mieć na nasze życie wydarzenia z dzieciństwa. Pisarka nawiązuje do teorii „cienia” Junga, który podąża za każdym człowiekiem przez całe życie i wpływa na naszą psychikę i relacje z innymi ludźmi. Jednak to wszystko nie tłumaczy bierności i bezgranicznej zależności od innych bohaterki. Jest ona słaba psychicznie, jest nikim. Sam fakt, że nie wiemy nawet jak ona ma na imię sprawia, że nawet czytelnik zaczyna ją traktować jako osobę bezwartościową. Czytając książkę momentami byłam bardzo zirytowana postawą bohaterki, wzbudzała we mnie złość. Dlatego trudno było mi dotrwać do końca historii. Bohaterka zniechęcała mnie własną bezużytecznością, chociaż wiem, że była osobą inteligentną. Miałam wrażenie, że jest ona małym dzieckiem, które żyje we własnej wyobraźni, nie dopuszczając nikogo dorosłego do swojego świata.

            Bezradność, uzależnienie, strach przed zmianami, niemoc z wyboru – takie myśli mi przychodzą do głowy, kiedy wspominam bohaterkę powieści. I to chyba właśnie jej postać i stosunek do świata sprawiły, że jestem tak negatywnie nastawiona do „Uciec przed cieniem”. Książka na dodatek jest napisana dość ciężkim językiem, momentami niezrozumiałym dla zwykłego czytelnika. Jednak porusza dość ważne tematy, które jednak można by przedstawić w sposób ciekawszy. 

Tytuł: Uciec przed cieniem
Autor: Ewa Kopsik
Wydawca: Nowae Res
Data: 2010

Moja ocena: 2/5
             3/10
Książkę mogłam zrecenzować dzięki serwisowi nakanapie.pl


 

Copyright © 2008 Green Scrapbook Diary Designed by SimplyWP | Made free by Scrapbooking Software | Bloggerized by Ipiet Notez